margines
Modele RC
Inne




Asterix

WSTĘP

Spotkanie z modelami RC zacząłem właśnie od tego modelu. Jest to szybowiec, a w moim wykonaniu motoszybowiec Asterix z czeskich planów modelarskich. Plany niemal identycznego modelu pojawiły się na łamach modelarza w 1994 r, tylko że pod nazwą: EFKA.
Do rozpoczęcia prac konstrukcyjnych przekonała mnie prostota, łatwość i przyjemność wykonania modelu konstrukcyjnego. Budowa modelu trwała kilka miesięcy, począwszy od października 2001, a na początek sezonu 2002 model został skończony.
Cała konstrukcja, przed oklejeniem papie...

RELACJA Z BUDOWY

Modele konstrukcyjne są moimi ulubionymi modelami, lubię składać model jak puzzle... Budowę modelu zacząłem od kadłuba, klejąc najpierw jedną boczną ściankę, a potem drugą, jako lustrzane odbicie - bardzo istotne jest, aby obie ściankiidentyczne. Następnie poświęciłem kilka godzin, nad oklejeniem obu połówek sklejką mahoniową 0,8 mm oraz wycięciu i wklejenie trzech wręg.
Potem przykleiłem z tej samej sklejki podłogę, rozpórki w części ogonowej, dzióbek. Dziób służy w tym modelu za komorę balastową (w moim przypadku została wypełniona po brzegi), gdyby ktoś chciał przerobić motoszybowiec na napęd elektryczny konieczna będzie modyfikacja dziobu.
Konstrukcyjnie wykonane usterzenie, prze...

Po sklejeniu kadłuba zabrałem się za składanie stateczników. Najpierw zbudowałem statecznik pionowy, jedyną trudnością było wycięcie otworów na zawiasy. Wyciąłem je za pomocą frez tarczowego na trzpieniu, mocowanego do wiertarki stołowej. W sterze kierunku najbardziej skomplikowaną rzeczą było wykonanie zbieżnego przekroju (wyszlifowanie sklejkowej konstrukcji z 5mm grubości do 3mm na spływie).

Statecznik poziomy jest wykonany z sosny 3x5 (obramowanie i "dźwigary"), a zarys profilu jest wykonany z balsy 2mm. Do konstrukcji statecznika przyklejone są rurki mosiężne fi 4x0,5mm i fi 3x0,5mm, w które wkłada się bagnety (odpowiednio 2 i 3 mm). Nie jest przewidziana żadna blokata bagnetów i może to prowadzić do wysuwania się bagnetów ze statecznika.

Budowę skrzydła zacząłem od wycięcia żeberek (sześć środkowych ze sklejki 1,5 mm, reszta z balsy 2 mm) i zgromadzenia pęczku listewek (3x8 - dźwigary główne, 3x5 - natarcie 3x3 - dźwigary pomocnicze, oraz trójkątna listwa spływu i balsowe natarcie).
Żeberka były szlifowane w bloczku, żeberka na szablony bloczków zostały wykonane ze sklejki 2,5mm.
Po wycięciu żeberek mogłem zabrać się za klejenie skrzydła, oczywiście na równej do desce montażowej. Konstrukcja była klejona żywicą epoksydową: distal. Wzniosy skrzydła wynoszą po 10 cm z każdej strony, aby je uzyskać wyciąłem "skrajne wewnętrznie" żeberka z balsy 10 mm, które potem wyszlifowałem pod odpowiednim kątem. Wypełnienia balsowe (balsa 3 mm) wewnątrz skrzydeł (obszar przykadłubowy) kleiłem UHU hartem, tak samo jak rozpórki między dźwigarami. Pomiędzy uszami a centropłatem są jeszcze wklejone łączniki, wykonane ze sklejki 2 mm. Kształt łącznika został zamieszczony na rysunku obok.
W sklejkowych żeberkach, podobnie jak w stateczniku poziomym zostały wklejone rurki mosiężna fi. 5/0,5mm na stalowe bagnety.
Model oklejony papierem japońskim, jeszc...

Na tym etapie budowy najwyższy czas zabrać się za oklejanie konstrukcji papierkiem japońskim. Najpierw lakierujemy dwukrotnie całą konstrukcję nitrocellonem, a potem dopiero zaczynamy przyklejać papier. Kolorystyka modelu została uwarunkowana dostępnymi na modelarni papierami japońskimi, był tylko żółty i czerwony papier. Po oklejeniu modelu stwierdziłem, że czegoś na nim brakuje, więc w punkcie wycinania folii z ploterem wyciąłem moje numery licencji modelarskiej.
Kolejnym elementem wzbogacającym model jest wieżyczka na silnik, biały kolor bardzo ożywił motoszybowiec, a w dodatku w powietrzu ułatwia lokalizację modelu.

Wyposażeniu modelu jest widoczne na poniższym zdjęciu. Widoczna uszkodzona wręga, to skutek jednej z kraks.
Bowdeny, poprowadzone do ogona są przymocowane w 3 punktach kratownicy - ale i tak jest to za mało, wyginają się.

MODYFIKACJE I WNIOSKI

Model nie doczekał się żadnych modyfikacji, jednak mam kilka raz dla osób budujących ten model. Konstrukcja jest dosyć sztywna ze względu na zastosowanie sosny, z tego zwględu spoiny powinny być wykonywane wikolem, ponadto warto część ogonową okleić cienką balsą (ok. 1mm grubości) lub fornirem, aby konstrukcja nie miała tendencji do rozpadania się z powodu drgań i twardszych lądowań.

NA LOTNISKU

Model jest bardzo łatwy w pilotażu i idealnie nadaje się dla adeptów modelarstwa. Swoje pierwsze loty w życiu przeprowadzałem na maszynie bardzo zbliżonej do tej (kadłub był zaadaptowany z innego modelu), porównując te dwa modele stwierdzam, że ten jest lepszy - łatwiej się nim lata. Najprawdopodobniej jest to spowodowane dwoma rzeczami: mniejsza masa i mocniejszy silnik.

Do mankamentów tego modelu można zaliczyć płytowy ster wysokości, po pierwsze ma duże luzy lewo-prawo (bardziej to denerwuje pilota, niż wpływa na lot) i góra-dół. Po drugie strumień zaśmigłowy ma taką siłę, że statecznik wpada we flatter. Strumień zaśmigłowy, drgania silnika i uderzenie spowodowane lądowanie, powodują wysuwanie się usterzenia z bagnetów, może się to okazać bardzo niebezpieczne. Jednak podczas mojej eksploatacji modelu stateczniki nigdy nie rozsunęły się na odległość większą niż 2cm (długość bagnetu, to ok. 15 cm), było to po bardzo twardym lądowaniu (czyt. kraksie).
Ogólnie rzecz biorąc konstrukcja jest bardzo wytrzymała, przeżyła niejedno twarde lądowanie, jedynie ciągle papier japoński się rwie!


Wykończony model: ozdobiony i z przymoco... I ten sam model do góry nogami Model na pasie startowym, widoczne łaty ... Wieżyczka silnika z OS Max'em 15FP na pi... Ogon i oklejone usterzenie Wyposażenie modelu: Serwa, włącznik, odb... Asterix w powietrzu, podczas wykonywania... Drugie zdjęcie w powietrzu

DANE TECHNICZNE MODELU

Rozpiętość ok. 2000 mm
Silnik OS MAX 15 LA
Serwa 2x HS300 1x HS55

- Kraksy

To "lądowanie" przytrafiło mi się na początku lipca 2003, podczas lotów w podwarszawskich Markach w czasie bardzo silnego wiatru

Byłem tam z kolegą-modelarzem, Przemkiem - on latał swoim Stingerem o masie 4 kg i silnikiem o pojemności 10 cm3, ja natomiast tym filigranowym Asterixem.
Po zrobieniu kilku kółek nad głową poleciałem troche dalej (pod wiatr) - około 100-150 m, po chwili stwierdziłem, że warto byłoby wrócic, zacząłem tracić orientację w położeniu modelu. Zacząłem delikatnie skręcać - wtedy wiatr mocniej zawiał i model wpadł w korkociąg, na początku nie wiedziłem w którą stronę (prawdy dowiedziałem się za późno), więc trzeba było zaryzykować kontre w którąś ze stron (wybrałem prawo - lecz źle), jedyne co mogłem jescze zrobic, to zmniejszyć obroty silnika...

Model spadł z wysokości około 50 metrów na ziemię, lądując na prawej części skrzydła. Lądowaniu towarzyszył bardzo głośny chrzęst rozrywango papieru japońskiego - Przemek był prawie pewien, ze skrzydł są w co najmniej kilku kawałkach, moje zdanie było odmienne - twierdziłem, ze model jest praktycznie cały.

Po 30 sekundach znaleźliśmy się na miejsce katastrofy, skrzydło leżało pod kątem 45st. względem modelu - nie wyglądało to dobrze...
Po głebszych oględzinach stwierdziliśmy, że model jest praktycznie cały, jedyne straty, to wyrwane dźwigary pomocnicze z pawego ucha (połamane balsowe żebra), uszkodzony kadłub w okolicach półki na serwa (do tej pory nie wiem czemu tak się stało), wyrwana listewka trzymają skrzydła od przodu oraz wyrwana rozpórka w przedniej części kadłuba.
Wszytkie straty i uszkodzenia widoczne są na poniższych zdjęciach:


Model po kraksie, oderwany dźwigar pomoc... Po kraksie: uszkodzenia kadłuba Pęknięcie sklejki na boku kadłuba

Niestety Asterix już skończył swój żywot, już więcej nie poleci. Pod zdjęciem kilka słów o jego ostatnim locie

Resztki modelu

OSTATNI LOT

W niedzielę, 11 lipca 2004 wybraliśmy się grupą siedmiu osób do Chrcynna na latanie. Ja zabrałem ze sobą dwa modele: Asterixa i Fly boy'a. Po przyjechaniu na lotnisko pierwszą rzeczą, która dała się we znaki, to mocny i porywisty wiatr. Zanim rozłożyłem swoje dwa modele minęło kilkadziesiąt minut. W tym czasie kolega odbył lot swoim motoszybowcem i potwierdził obawy pozostałych, co do warunków atmosferycznych.

Przy takiej pogodzie odbyłem dwa loty Asterixem, a potem nadszedł czas na oblot Fly boy'a. Po krótkich namowach poleciał instruktor - z modelem było coś nie w porządku, model był niesterowny. Po kilku minutach walki samolot wpadł w korkociąg i wszystko wskazywało na to, ze za chwilę samolot spadnie pionowo na ziemię!!!
Po "lądowaniu" kontakt wzrokowy z modelem urwał się (wylądował około 100 metrów od nas, za lekkim wzgórzem), parę osób pobiegło po, jak wszystkim się wydawało, resztki modelu
Po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów zobaczyłem Fly boy'a i to co zobaczyłem zamurowało mnie - zatrzymałem się. Reszta osób też nie mogła uwierzyć w to co zobaczyły... Samolot był cały!!!
Kolega zrobił mu zdjęcie (był nastawiony na to, że będzie mógł sfotografować efektowne szczątki), które skomentował: "nie wiem, po co właściwie to zdjęcie robimy". Chyba miał rację, nawet śmigło było całe.
Wielkie szczęście!!!

Mając w pamięci obraz awaryjnego lądowania Fly boy'a wystartowałem Asterixem, starałem się latać na dużych wysokościach. Kilka razy przejechałem się na tym, że motoszybowiec był za wysoko - dwa razy zgubiłem go z oczu. Za którymś razem zmniejszałem wysokość dość szybko (z silnikiem na połowie gwizdka). Pod koniec tej drogi (może na setnym metrze, może trochę niżej), lecąc pod wiatr nadałem Asterixowi trochę większą prędkość... Jak się okazało, ta prędkość go przerosła!!! Efektem było złamanie się skrzydła w powietrzu. W pierwszym momencie nie widziałem w którą stronę skierować wzrok, bo model leciał pod wiatr, To co zostało z lewego płata a połowo skrzydła, która rozleciała się w jednej chwili na trzy niezależne od siebie elementy, z wiatrem (bardzo wolno spadając).
Gdy sobie uświadomiłem co się stało na górze skierowałem wzrok na spadający z dużą prędkością model. Pierwszą odpowiedzią na zaistniałą sytuację było jak najszybsze zdjęcie gazu, model i tak przyśpieszał. Kolejnym ratunkiem była próba wyprowadzenie modelu z lotu pionowego (zbliżonego do korkociągu), na choćby ciut bardziej poziomy. W tym celu wychyliłem ster wysokości do góry, nie dało to pożądanego efektu. Przed uderzeniem w ziemię zdążyłem tylko jeszcze raz machnąć sterem wysokości. Model spadł na ziemię z wielkim hukiem, stałem z nadajnikiem świadom, że "stało się" i nie ma nawet mowy o takim szczęściu jak ze spadkiem Fly boy'a kilka godzin wcześniej... Myśląc o tym jak będą wyglądać szczątki Asterixa spojrzałem w niebo, na spadające resztki skrzydła, którymi potem nie zaprzątałem sobie już głowy.
Zastanawiam się czy zdążyłbym użyć spadochronu, gdyby ten znajdował się w modelu.

Sądzę że świadkowie tego zdarzenia za bardzo nie wiedzieli co się stało.
Widok modelu zrobił na mnie niezłe wrażenie. Statecznik pionowy Po wstępnych oględzinach byłem już pewien, że model nie będzie się nadawał do naprawy. Świadczyło o tym uszkodzone skrzydło, oderwany statecznik pionowy i kadłub połamany w kilku miejscach. Jednak najciekawsze dla mnie było to, że śmigło się złamało - co przy silniku na wieżyczce wydawało mi się niemożliwe - jak widać myliłem się. Wreszcie nadbiegł fotograf i zrobił zdjęcie, dopiero potem zaczęliśmy rozgrzebywać szczątki i oglądając moc zniszczeń. Po kilkudziesięciu sekundach i dokładniejszym obejrzeniu strat (opis za chwilę) instruktor zauważył, że nie ma czerwonej mordki. Faktycznie go nie było!!! Zajrzeliśmy w dziurę w ziemi (a dodam, że ziemie była twarda, a dziura miała kilka centymetrów) i znaleźliśmy poszukiwany obiekt. Wygrzebywanie zajęło nam chwilę, ale jaka była duma z jego wyciągnięcia, świetnie to obrazuje jego cytat: "Nawet nie ma rysy na lakierze", a dziura w ziemi oceniam na około 10 cm.

Zniszczenia modelu są widoczne na zdjęciach - niewiarygodne jest co się stało z maską modelu - została przecięta wpół przez pylon, uderzona dwa razy śmigłem i wbita w szparę pomiędzy silnikiem, a pylonem (wygięła śruby mocujące silnik).
Kadłub po wbiciu w ziemię połamał się w części centralnej, sklejka z wyłącznikiem wyskoczyła do przodu, na odbiornik (Rex 5+) i akumulatorki (4 pastylki Ni-mh, o podobnych rozmiarach do dwóch cel AA) - wolne miejsce w kabinie wypełniłem miękką balsa i piankami, dzięki czemu odbiornik nie ucierpiał Serwa zostały na swoich miejscach, a półka na serwa nawet nie drgnęła (niektóre opinie są takie, że półka powinny się urywać, ale gdyby się tak stało, to z odbiornika, włącznika i prawdopodobnie akumulatorków niewiele by zostało). Całe usterzenie urwało się ze swojego miejsca, niszcząc kadłub reakcją łańcuchową: Najpierw stateczniki poziome wygięły bagnety i ześlizgały się z nich, pociągając za sobą statecznik pionowy. Po urwaniu się statecznik pionowy pociągnął za sobą bowdeny, który rozpruły kadłub od wewnątrz. Równolegle skrzydło uderzyło o ziemię - jest całkowicie zmiażdżone. Gumy mocujące skrzydło i zbiornik paliwa zastałem rozerwane - gdyby skrzydło było przymocowane na stałe, to kadłub na pewno by jeszcze bardziej ucierpiał i głębiej się wbił!!!

Model z całym ekwipunkiem oddałem w ręce kolegów, a sam poszedłem za kolegą szukać części skrzydła, które poleciały gdzieś z wiatrem (w porównaniu z motoszybowcem bardzo długo spadały). Pierwsze dwie części: ucho i górna część znaleźliśmy bez problemów, natomiast trzeciej części nie mogliśmy znaleźć. Ja jak już wcześniej napisałem nie zaprzątałem sobie głowy miejscem lądowania tych resztek - wpierw nawet nie miałem zamiaru ich szukać, więc miejsce poszukiwań było dla mnie niepewne i do tego niewygodne, bo wysokie zboże to nie jest to co modelarze lubią najbardziej...

Po kilkunastu minutach i przeczesaniu dużego pokładu zboża sobie darowaliśmy dalsze poszukiwania, wróciliśmy do bazy.
Wtedy dopiero znalazłem chwilę na dokładne obejrzenie modelu i wymianę moich myśli z całym gronem zainteresowanych. Jedną z pierwszych rzeczy było sprawdzenie stanu elektroniki modelu, na moje szczęście wszystko działało sprawnie: Serwa Graupnera były nietknięte , a odbiornik zachowywał się poprawnie. Pozostałe części, które nie ucierpiały w wypadku, to: Pylon, silnik, usterzenie poziome i lewe ucho, o którym jeszcze wspomnę.

Przejdę teraz do zapowiadanych wcześniej przyczyn katastrofy, które zostały kilkakrotnie skonsultowane z różnymi autorytetami. Górna część poszycia skrzydłaPodstawową, niepodważalną przyczyną był oczywiście błąd pilota. Kolejna przyczyna tkwi w nienajlepszym poszyciu skrzydła, zniszczenia (lewej części płata, patrz zdjęcie obok) wskazują na działanie bardzo dużej siły rozrywającej (i prawdopodobnie również gnącej) z wnętrza płata. Na tej podstawie można wywnioskować, że zawiodło słabe, dziurawe i zaniedbane (kolejny mój błąd) poszycie skrzydeł. Prawdopodobnie dziurę w nim wykorzystał wiatr, zwiększył ciśnienie w środku i rozerwał lewą połowę centropłata, a potem wszystko potoczyło się lawinowo. Tą teorię potwierdza powierzchniowe zniszczenie górnego płata lewej części skrzydła oraz to, że ucho ostało się całe, za wyjątkiem paru niewielkich uszkodzeń papierku!!!
Wniosek z tego aby następnego modelu nie pokrywać jedną warstwą grubszego papieru japońskiego, a wykorzystać albo dwie cieńsze warstwy lub folię termokurczliwą.

Pozostały czas na lotnisku spędziłem oglądaniu jak inni latają przy bezwietrznej pogodzie, bo losu wolałem nie kusić i Fly Boy'em nie latałem (w dodatku mając obiecane inne skrzydła z modelarni)...
W drodze powrotnej do domu narodził się w mojej głowie pomysł zbudowania nowego, większego i bardziej zaawansowanego (klapolotki, lepsze usterzenie) modelu motoszybowca RC. Po dłuższych przemyśleniach decyzja padła na model motoszybowca "Tau" z czeskiego Modelarza...


Kawałki modelu znalezione po ostatnim lo... Kawałki skrzydeł znalezione po ostatnim ... Zmasakrowany ogon modelu i stateczniki Zniszczenia kadłuba - maska została prze...

Po dokładnie pięciu latach i jednym tygodniu (18 VII 2009) nadszedł czas na zakończenie życia Asterixa. Szczątki modelu (które do tej pory trzymałem w domu) wziąłem na działkę i tam je spaliłem. Koledzy z modelarni w żartach często mówili, że podobno modele bardzo dobrze się palą - zawsze chciałem to sprawdzić.
Poniżej trzy kolejne zdjęcia z uroczystego palenia modelu.

Przygotowania do uroczystego palenia mod... Kilka sekund po podpaleniu<br>płomienie ... Pali się, jeszcze widać szkielet

Model zapalił się błyskawicznie, palił się jasnym płomieniem i wydzielał ciemny, zapewne toksyczny, dym. Z modelu zostały tylko rurki do mocowania bagnetów, tkanina szklana i kawałek kadłuba, wbity w ziemię.


© Jacek Owczarczak, 2002 - 2010
margines
©2003-2018

góra

róg strony